Chleb... po prostu


Przepis opracowałem na podstawie różnych receptur znalezionych w sieci. Jego zalety to prostota, smak i trwałość.


Chleb który piekę jest chyba najmniej pracochłonny spośród wszystkich wypieków na zakwasie jakie znalazłem i odpowiednio zaplanowany ładnie wpasowuje się w rozkład dnia. Wypiek zaczynam za zwyczaj w czwartek po południu, by mieć gotowy bochenek w sobotnie południe. Dwie doby to sporo czasu lecz większość z niego zajmuje czekanie :).

Słowo o surowcach

Porcja przeznaczona jest na foremkę o wymiarach 260x95x70mm. Zużyjemy do jej przygotowania 600g mąki (nie licząc zakwasu). Mąki oczywiście pełnoziarnistej, czyli (wg polskich norm) typu con. 2000 dla żytniej i orkiszowej i con. 1750 dla pszennej. Proporcje proponuję następujące:
  • tylko mąka żytnia - mój ulubiony: wilgotny, pachnący i wyrazisty w smaku
  • 400g mąki żytniej i 200g orkiszowej typ 3000 - delikatniejszy w smaku, bardziej kruchy. Odpowiedni do powideł i dżemów.
  • 300g mąki żytniej i 300g pszennej typ 1750 - najlżejszy w konsystencji, bułczany w smaku - dla miłośników lżejszego pieczywa.
Oprócz mąki potrzebne będzie:
  • 50g płatków owsianych
  • 1 łyżka mielonych nasion kolendry
  • pół łyżki soli (niejodowanej)
  • otręby owsiane
  • odrobina oleju
  • opcjonalnie maślanka.

Zakwas teraz

To podstawa chleba więc trzeba poświęcić mu osobny rozdział.
Dobrego pieczywa nie zrobi się niestety bez przygotowania. Zakwas - czyli źródło bakterii kwasu mlekowego trzeba mieć wcześniej. Najłatwiej uzyskać go metodą "na sępa" - popytać znajomych i współpracowników. A nuż ktoś ma i odstąpi trochę. Jeśli nie mamy szczęścia musimy przygotować duży słoik. Do słoika wsypujemy pół szklanki mąki żytniej razowej i rozprowadzamy ją z wodą do konsystencji śmietany. Przykrywany słoik tkaniną i odstawiamy w ciepłe miejsce. Za 24 godziny do słoika dodajemy 3 łyżki mąki i około pół szklanki wody. I tak przez 5 dni.
Trzeciego dnia powinny pojawić się oznaki fermentacji: bąbelki gazu i kwaskowy, przyjemny zapach, podobny do piwa lub jabłek. Jeśli pojawi się czarny kolor, nieprzyjemny zapach lub pleśń - czas rozpocząć eksperyment od nowa.
Zakwas nabiera mocy z wiekiem - niech nie deprymują was pierwsze słabo wyrośnięte bochenki. Po wykorzystaniu chowamy zakwas do lodówki w zakręconym słoiku by zahibernował. Dzięki temu  nie będziemy musieli go ciągle dokarmiać (a niedokarmiany zakwas umrze w kilka dni w temperaturze pokojowej)
Przed kolejnym wypiekiem trzeba obudzić bakterie - wyciągamy zakwas z lodówki, ogrzewamy do temperatury pokojowej i karmimy normalną porcją mąki i wody. Bakterie zaczną się mnożyć i po 8-12 godzinach zakwas będzie "aktywny" czyli gotowy do wykorzystania przy wypieku.

Potem kwas

Kiedy już mamy dobry, mocny i aktywny zakwas używamy go do zaczynienia ciasta. To najbardziej czasochłonny etap. Podczas procesu zakwaszania ciasta istotna jest temperatura. Nie może spaść poniżej 20 stopni ani wzrosnąć powyżej 32 (dane doświadczalne).
Przygotowanie kwasu polega na mieszaniu zakwasu z mąką i wodą i (niespodzianka) czekaniu. Zaczynamy mieszając po 50g zakwasu, mąki żytniej i wody.Proponuję rozpocząć ten etap w piątek około godziny 16. Miskę z zaczynem odstawiamy przykrytą w ciepłe miejsce na ok. 6 godzin. Po tym czasie objętość zaczynu nie wzrośnie, jednak w jego strukturze powinny pojawić się bąble. Dodajemy kolejną porcję mąki i wody - po 50g. Tym razem odstawiamy na 8-12 godzin (zgodnie z moim rozkładem - na całą noc). Po tym czasie wzrost objętości zaczynu powinien być zauważalny. Dodajemy kolejną porcję mąki i wody i zostawiamy całość na 3-4 godziny. Gotowy zaczyn powinien wyraźnie wrosnąć. Kiedy zacznie opadać (a widać to dobrze na środku naczynia) trzeba zacząć przygotowanie ciasta.

No i sam chleb

Na około 30 minut przed wyrabianiem ciasta należy zalać gorącą wodą płatki owisane by zmiękły.
Do zakwasu dodajemy odmierzoną mąką, otręby (bez wody), kolendrę i sól. Wlewamy płyny - zazwyczaj do osiągnięcia dobrej konsystencji potrzeba 2 szklanek wody. Jedną z niech warto zastąpić maślanką.
Ciasto wyrabiamy krótko - aż połączą się składniki. Powinno mieć konsystencję lepkiej gliny.
Foremkę przygotowujemy zależnie od jej rodzaju - jeśli ma powłokę teflonową wystarczy ją wysmarować delikatnie olejem - jeśli nie po posmarowaniu osypujemy ją dokładnie otrębami. Wykładamy ciasto do formy wyrównując je mokrą dłonią - powinno wypełnić ją w 2/3 objętości. Odstawiamy do wyrośnięcia. Ja wstawiam formę do piekarnika z włączonym światłem. Czekamy 1-4 godziny. Kończymy wyrastanie, kiedy bochenek zacznie wystawać nad formę. Wyjmujemy go wtedy i nagrzewamy piekarnik do 240 stopni. W międzyczasie nacinamy wierzch bochenka - zapobiega to niekontrolowanemu pękaniu skórki i odgazowuje nieco wierzchnie warstwy ciasta by nie przerosło i nie wykipiało.
Do nagrzanego piekarnika wstawiamy formę, a na jego dno wrzucamy 5-6 kostek lodu. Temperaturę zmniejszamy od razu na 220 stopni. Po kwadransie zmniejszamy temperaturę do 200 st. a po kolejnym do 180. Po następnych 15 minutach wyjmujemy gotowy bochenek z pieca.
Jeśli wszystko zrobiliśmy jak należy chleb da bez problemów wytrząsnąć się z formy, a jego skórka ze wszystkich stron będzie twarda. Zostawiamy go do ostygnięcia na kratce (by był równo podparty i miał dostęp powietrza do spodu). Najlepiej napocząć go następnego dnia rano.
Chleb przechowujemy w szafce lub chlebaku zawinięty w lnianą szmatkę. Dzięki temu zachowa świeżość na co najmniej 5 dni, jeśli oczywiście coś z niego do tego czasu zostanie.



Filet z kurczaka z pomarańczami, kurkami i fasolką szparagową

Znowu bez zdjęcia :( Tak to jest jak się pożycza aparat.

Ale wracając do kuchni - to najciekawsza połączenie smaków jakie ostatnio znalazłem.

Składniki

  • 2 filety z kurczaka
  • 10 dag świeżych kurek
  • 25 dag fasolki szparagowej
  • 150 ml słodkiej śmietany 30%
  • pół średniej cebuli
  • ząbek czosnku
  • pół pęczka naci pietruszki
  • rozmaryn
  • tymianek
  • chili w proszku
  • ziele angielskie
  • liść laurowy
  • sok z połowy cytryny
  • sok z połowy pomarańczy
  • połówka pomarańczy
  • oliwa
  • masło
  • sól
  • pieprz

Przygotowanie

Fasolkę gotujemy normalnie, wedle gustu. Ja proponuję al dente.
Oczyszczamy filety z kurczaka i nacinamy je z wierzchu w poprzek co 1,5 cm ( w te nacięcia wsadzane będą kawałki pomarańczy).
Przygotowujemy marynatę: kruszymy liść laurowy i ziele angielskie, dodajemy tymianek i rozmaryn oraz chili. Mieszamy z sokiem cytrynowym i pomarańczowym oraz oliwą. Zanurzamy przygotowane filety i odstawiamy na godzinę w chłodne miejsce.
Kiedy już się zamarynują wykładamy je na brytfankę, solimy i wkładamy w przygotowane nacięcia cząstki pomarańczy. Pieczemy aż się zrumienią i 200 st. C. (około 15 minut ostatnie 3 z termoobiegiem).
Oczyszczone kurki kroimy na plasterki. Cebulę i czosnek siekamy w drobną kostkę. Rozdrabniamy też nać pietruszki. W rondelku rozgrzewamy łyżkę masła i szklimy na niej cebulę. Dodajemy czosnek i smażymy jeszcze chwilę. Dodajemy grzyby i natkę, tymianek, sól oraz pieprz. Dusimy całość pod przykryciem aż grzyby zmiękną. Wtedy dolewamy śmietanę i redukujemy sos do satysfakcjonującej konsystencji.

Na talerz wykładamy fasolkę, na niej kładziemy filet z pomarańczami i obficie polewamy sosem. Ma być go dużo, by oblał również fasolę.

Fajnego bloga widziałem!

Wpadłem ostatnio na tego bloga: montignacowo.blogspot.com.
Widzę, że mamy kilka zbieżnych pomysłów, jednak Autorka ma znacznie bogatsze doświadczenie. Spróbowałem już Tiramisu według jej przepisu - obłęd! Serdecznie polecam.

Warzywa w śmietanie


Powinno być w mleku kokosowym, ale jego IG wynosi 40 więc zostało zastąpione słodką śmietaną, jak się okazało bez uszczerbku dla smaku.
Potrzebne będą warzywa: papryka, cukinia, kalafior, brokuły, młoda cebulka, bakłażan, młode patisony itd.
Dodatkowo przydadzą się świeże lub suszone chilli, czarnuszka, gorczyca, goździki, listki kafiru lub/i trawa cytrynowa, sok z cytryny lub limonki, świeża bazylia, ciemny sos sojowy i oczywiście wspomniana śmietana: słodka, 30%.
Warzywa kroimy w równe kawałki. Do rondla lub woka na 2 łyżki oleju wrzucamy ziarna gorczycy, czarnuszki i goździki i smażymy na średnim ogniu . Gdy ziarna zaczynają pękać, dodajemy papryczki chilli i smażymy chwilę po czym dorzucamy nasze warzywa, posiekaną trawę cytrynową i liście kafiru. Zwiększamy ogień i smażymy jarzyny aż zaczną mięknąć. W międzyczasie dodajemy sok z cytryny i sos sojowy. Zalewamy całość śmietaną i dusimy jeszcze kilka minut, aż sos zacznie gęstnieć. Warzywa powinny być "na ząb". Posypujemy liśćmi bazylii i podajemy.
A podawać możemy jako samodzielne danie lub jako przystawkę do chudych mięs.


Muffinki z wędzoną makrelą i brokułami

Świetne danie na wynos lub na imprezę. Oczywiście powinno być podawane w towarzystwie surówki, ponieważ ocieka tłuszczykiem.

Na sześciomuffinkową blaszkę potrzebne będą:
  • 4 jajka
  • 200g serka mascarpone
  • różyczki brokułów
  • kawałki wędzonej makreli
  • kapary
  • pieprz
Przygotowanie jest banalne i zajmuje chwilę. Najpierw natłuszczamy lekko blaszkę by mieć pewność, że babeczki gładko wyjdą z foremek. Do każdej z nich wrzucamy kawałki ryby, zblanszowane różyczki brokułów i dobrze odsączone kapary. Wsad powinien wypełnić około 2/3 objętości formy. Nie upychamy go! Zostawiamy miejsce by mogło wypełnić je "ciasto".
Masę przygotowujemy ubijając jaja z mascarpone i przyprawiając całość sporą ilością pieprzu. Foremki zalewamy prawie po brzegi.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Tuż przed włożeniem muffinek wrzucamy na dno piekarnika 5-6 kostek lodu. Pieczemy, aż babeczki wstaną i zbrązowieją - około 20 minut.

Salsa: genialnie prosta!

Ten prosty meksykański sos może być dodatkiem zarówno do pieczywa, jak i do mięs.

By przygotować salsę potrzebujemy cebuli, pomidorów, papryczek chilli i świeżej kolendry. Papryczki mogą być świeże lub marynowane. Ponadto potrzebny będzie sok z cytryny lub limonki. Jeśli chcemy wersję tłuszczową, można dodać do salsy oliwy.
Cebulę siekamy w bardzo drobną kostkę. Z pomidorów usuwamy gniazda nasienne i skórę - drobno posiekany miąższ dodajemy do cebuli. Z papryczek usuwamy również nasiona, po czym siekamy ją i dodajemy do sosu. Jeszcze tylko kolendra (również posiekana) i mieszamy. Dodajemy sól, sok z limonki i ewentualnie oliwę po czym odstawiamy sos w chłodne miejsce. Można jeść od razu, ale najsmaczniejszy jest następnego dnia rano.

Na wynos: sałatka z łososiem

Prosta i bardzo smaczna sałatka. Idealna do pracy lub na wynos. Potrzebujemy:
  • świeżej roszponki lub innej sałaty
  • dwóch jaj na twardo
  • około 100g wędzonego na zimno łososia 
  • garści kaparów
  • garści zielonych oliwek
  • soku z cytryny
  • oliwy z oliwek
  • pieprzu
Układamy w pojemniku wszystkie składniki, uważając by nie przygnieść sałaty - po dłuższym transporcie pognieciona sałata jest co najmniej nieapetyczna - i przyprawiamy całość pieprzem. Oliwę transportujemy w osobnym pojemniku i mieszamy z sokiem wyciśniętym z cytryny tuż przed podaniem, w proporcji vinegrette (2:1). Polewamy sałatkę i mamy obiad.

Na wynos: Pasta jajeczna

Ta prosta pasta świetnie się sprawdza jako dip do pokrojonych w słupki warzyw: marchwi, ogórka, naciowego selera czy cząstek kalafiora.

By przygotować pastę potrzebujemy jaj ugotowanych na twardo, dojrzałego żółtego sera, sera pleśniowego typu camembert w mniej więcej równych ilościach. Ponadto przyda się majonez, szczypiorek, estragon i pieprz.
Jaja i ser żółty ucieramy na drobnej tarce, dodajemy pokrojony w kostkę camembert i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Jeżeli pasta jest zbyt gęsta, lub nie chce się łączyć, dodajemy majonez. Dorzucamy dużo posiekanego szczypioru lub szalotki, przyprawiamy estragonem i pieprzem. Gotowe.

O majonezie rozprawa krótka


Stosujący system Montignac mają zazwyczaj problem z gotowymi produktami. Wszelkie sosy, pikle i.t.p. zawierają nieodmiennie CUKIER w nieustalonej ilości. Nie inaczej jest z majonezami. Przekopując polskie fora dietetyczne znaleźć można informację, że majonez "Kielecki" jest dopuszczalny - cukier zawarty jest jedynie w musztardzie stosowanej do produkcji sosu. Do ideału brakuje ciut...
...więc czas zrobić sobie majonez.

Początkowo pomysł mnie przerażał - z dzieciństwa pamiętałem nudną procedurę dolewania po kropelce oleju i długiego ubijania i żeby się broń Perunie nie zważył. Wrodzone lenistwo nie pozwoliło mi na uzbrojenie miksera i kontemplację kropel oleju; musiał być lepszy sposób. I przypomniałem sobie - kiedyś czytałem o nieuciążliwym przepisie na majonez. Zapraszam!

Majonez w 2 minuty *

* - plus przygotowania :)
Do ekspresowego wykonania pysznego domowego sosu będzie potrzebna odrobina sprzętu:
blender z metalową końcówką roboczą i wysokie naczynie o średnicy minimalnie większej niż średnica końcówki blendera. Uwaga - naczynie wysokie, jednak blender musi sięgać do dna. Ponadto:
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka musztardy (Dijon - jest bez cukru)
  • 1-1,5 łyżki octu (zacznijmy od spirytusowego)
  • sól - 2 szczypty
  • olej rzepakowy lub słonecznikowy - 220-250ml
Proporcje są istotne! Jeśli się pomylimy możemy otrzymać rzadką breję zamiast oczekiwanego sosu.
Końcówkę blendera wkładamy do zamrażalnika na con. 15 minut. To też kluczowa sprawa (pamiętajcie - breja!). Kiedy się schładza do naczynia wbijamy ostrożnie jajko, tak by nie rozlać żółtka. Dodajemy sól, musztardę i ocet po czym delikatnie zalewamy całość olejem, tak by się nie zmieszała.
Schłodzony blender wsadzamy do samego końca i uruchamiamy. Kiedy zawartość w okolicy końcówki przyjmie kolor majonezu wyciągamy ją powoli (uruchomioną oczywiście). Następnie kilka posunięć w górę i w dół i majonez gotowy.

To oczywiście bazowy przepis - wynik przypomina wspomniany "Kielecki" ma jednak "sztywniejszą" konsystencję. Zabawa zaczyna przy modyfikacjach. To moje propozycje:
  1. Biały pieprz - daje pikantny smak i świeży zapach
  2. Ocet winny lub jabłkowy - ciekawy smak, jednak uwaga na ilość! Trzeba znaleźć mocny ocet (con. 7 %) by uzyskać odpowiedni smak nie wlewając więcej niż 2 łyżki
  3. po berneńsku - tu również używamy octu winnego. Drobno posiekaną szalotkę gotujemy w 4 łyżkach octu aż zredukujemy objętość o 1/3. Odcedzamy szalotki, dodajemy estragon i dalej redukujemy, aż zostaną nam 2 łyżki. Schładzamy i używamy do produkcji majonezu
  4. Truflowy - mój ulubiony. Podmieniamy 30-50 ml oleju na oliwę truflową
Na koniec jeszcze jedna uwaga - domowy majonez nie jest pasteryzowany. Pamiętajcie by trzymać go w lodówce i zużyć w tydzień.

Udanych eksperymentów!

Lasagne a'la Montignac

Jeśli pozbyć się makaronu i beszamelu lasagne jest całkiem fajną, tłuszczową potrawą.

Zamiast placków używamy cienkich plastrów bakłażana i cukinii. Można zastąpić beszamel serkiem mascarpone wymieszanym z jajkiem i przyprawionym gałką muszkatołową, jednak nie polecam - zapiekanka i tak ładnie stoi i nie rozpada się, a polana dodatkowo twarożkowym sosem staje się zbyt ciężka i niewybaczalnie tłusta.

Primo: baza

Używam wariacji na temat sosu bolońskiego. Potrzebne będzie:
  • boczek wędzony (pancetta) - 10 dag
  • mięso mielone wołowe lub mieszane pól na pół wołowe i wieprzowe - 1/2 kg
  • pomidory - 4 dorodne sztuki
  • cebula - 2 szt.
  • oregano, tymianek, bazylia
  • suszone chilli - 1 strączek
Boczek podsmażamy na patelni, kontrolując ilość tłuszczu (jeśli mamy prawdziwą chudą pancettę, smażymy na oliwie z oliwek). Dodajemy posiekaną drobno cebulę i pokruszone chilli. Kiedy cebula się zeszkli wrzucamy mięso i smażymy na dużym ogniu aż zbieleje. Teraz wcieramy przekrojone na połówki pomidory, używając grubej tarki do warzyw i dodajemy przyprawy. Dusimy sos, aż zgęstnieje.
Pod nieobecność dobrych świeżych pomidorów ratujemy się puszkami lub przecierami (bez cukru!). Ciekawy smak daje dodanie do sosu drobno pokrojonego selera naciowego - smażymy go razem z cebulą.

Secundo: "makaron"

Na podaną wyżej porcję sosu będziemy potrzebowali:
  • 2 cukinie
  • 1 bakłażan
  • lub odwrotnie :)
Tu słowo o oberżynach. Obecnie zazwyczaj można kupić kalibrowane bakłażany w każdym większym sklepie. Nie należy jednak brać pierwszej sztuki! Poza tym, że warzywo powinno być jędrne i błyszczące warto jeszcze sprawdzić wagę. Wybieramy najcięższą sztukę. Lekkie bakłażany są przejrzałe mają luźny miąższ i dużo pestek.
Jeśli mamy już idealnego bakłażana, kroimy go w cienkie plastry ( ok 4 mm). Podobnie postępujemy z cukiniami, kroimy je jednak wzdłuż. Wymaga to odrobiny wprawy i ostrego noża.
Plasterki trzeba opiec, głownie po to by pozbyć się nadmiaru wody; idealny byłby tu grill. W tym mało prawdopodobnym przypadku gdy nie mamy pod ręką rozpalonego rusztu ratujemy się patelnią grillową. Najlepiej posmarować je lekko winegretem z soku cytrynowego i oliwy.

Tertio: całość

By złożyć potrawę w całość potrzebne jeszcze będą:
  • 2 papryki
  • pół głowy brokułów
  • 200 g ostrego żółtego sera: peccorino, goudy owczej lub krowiej, dojrzałej
  • 50 g parmezanu
Brokuły łamiemy na cząstki i blanszujemy we wrzątku przez 3 minuty. Paprykę kroimy w paski i opiekamy na suchej patelni. Sery trzemy na grubej tarce.

W naczyniu do zapiekana układamy warstwę sosu, posypujemy serem. Na wierzchu układamy plastry cukinii tworząc szczelną warstwę. Znów mięso, ser i warstwa bakłażanów. Trzecia runda jest powtórzeniem pierwszej. Na wierzchu wykładamy paprykę i brokuły, po czym posypujemy całość parmezanem.
Pieczemy w 175 stopniach przez 25 minut.

Uwaga! Potrawa jest wilgotniejsza od klasycznej lazanii. Najlepiej wykroić z gotowej potrawy jeden róg i wybrać nadmiar płynu, przed wydaniem pozostałych kawałków.

Zupa pomidorowa z ciecierzycą i szpinakiem

Potrawa węglowodanowa.

Zupa jest w indyjskim stylu: lekka, aromatyczna, pikantna. Jednocześnie orzeźwia i rozgrzewa więc nadaje się na lato jak i na zimę. Jeśli użyjemy bulionu warzywnego będzie też wegetariańska.

Faza II

Możemy zwiększyć ilość tłuszczu. Najsmaczniej zastąpić olej  dużą łychą klarowanego masła - nada to zupie gładki smak. Jogurt też można zamienić na pełny.

Składniki

  • Chudy bulion - warzywny lub mięsny. Wersję mięsną można przygotować odtłuszczając zwykły bulion przez schłodzenie go i zebranie zestalonej warstwy tłuszczu z wierzchu.
  • Imbir i czosnek - na 3 cm kłącza imbiru biorę 2 duże ząbki czosnku. Składniki trzeba rozdrobnić i utrzeć na pastę dodając łyżkę wody. Taką "bazę" stosuję się w wielu potrawach kuchni indyjskich.
  • Pomidory - oczywiście najlepsze są gatunki gruntowe. Jeśli nie ma dobrych świeżych pomidorów należy ratować się konserwami.
  • Ciecierzyca - najuciążliwsza część przygotowań, jako  że wymaga wcześniejszego namoczenia (około 8 godzin). Nie polecam ciecierzycy z puszki - smakuje zdecydowanie gorzej i ma wyższy Indeks Glikemiczny.
  • Szpinak - najlepiej młody i dobrze umyty.
  • Mąka z ciecierzycy
  • Garam masala
  • Chilli
  • Goździki
  • Olej - najmniej jak się da, nie więcej niż 1 łyżka stołowa.
  • Jogurt chudy - do smaku, można pominąć
  • Sos sojowy - kwestia gustu, jeżeli chcemy być bardzo indyjscy można użyć sproszkowanych nasion kozieradki.

Moczymy i gotujemy do miękkości ciecierzycę. W rondlu rozgrzewamy tłuszcz i wrzucamy goździki i garam masala. Kiedy uwolni się aromat przypraw dorzucamy pastę czosnkowo-imbirową i podsmażamy przez mniej więcej minutę. Pomidory kroimy na pół i ścieramy na grubej tarce prosto do rondla. Całość dusimy aż uzyska gładką konsystencję. Zalewamy gorącym bulionem. Zupa powinna być gęsta, kremowa. Możemy dodać jej "ciałka" zaprawiając kopiastą łyżką mąki z ciecierzycy rozprowadzoną w niewielkiej ilości wody.
Doprawiamy do smaku chilli, solą, sosem sojowym/kozieradką. Szpinak tniemy w grube paski i wrzucamy do potrawy. Kiedy liście zmiękną, jest gotowa!

Wydajemy w miskach: wlewamy zupę, wkładamy gotowane lub pieczone ziarna ciecierzycy, kleks jogurtu i posypujemy zieleniną: może być siekany świeży szpinak lub kolendra (polecam).